Archiwum 11 maja 2010


jakoś tak nijak...
Autor: rysia689
11 maja 2010, 17:15

Dawno nie pisałam, a całkiem sporo się działo: weekend majowy, który spędziłam w domu niemalże sama, bo mama pracowała od rana do nocy ;/  były też juwenalia, koncerty i piwkowanie małe... ale tak jakoś wszystko bez ikry na smutno. Nie mogę sobie znaleźć miejsca, jakieś takie depresyjny nastrój mnie ogarnął. Brakuje mi takiej zwykłej radości z życia codziennego, z małych prozaicznych rzeczy. Niby się uśmiecham, ale w głębi duszy mam wielką ochotę płakać... nie cieszy mnie już nic oprócz chwil kiedy jestem sama ze sobą i nikt nie krzyczy, nie szydzi z blondynek, nie docina...chyba dziwaczeję totalnie. Lubię być sama, bo to boli mniej niż patrzenie na zakochane pary wtulone w siebie, a wszystko przez Księciunia! Po co go spotkałam? 

Postanowiłam, że w przyszłym roku zmieniam lokum. Nie wiem czy zamieszkam na mieszkaniu czy w akademiku, ale raczej na pewno chcę zmienić otoczenie, w którym się obracam. Na pewno nie będę dłużej mieszkać z Księciuniem, wystarczy mi ten rok, gdzie wykańczam się już psychicznie ;/ Dłużej nie mam zamiaru się męczyć! Z Kisielkiem też szczerze powiedziawszy mam średnią ochotę mieszkać, bo jakoś zmieniła się nasza relacja w tym roku. Powiedziała wiele słów który mnie zdenerwowały, choćby ten tekst o tym, że dzielę przyjaciół na lepszych i gorszych...że łatwo mną manipulować... poza tym nie umiem jej już tak zaufać jak kiedyś, przecież teraz ma faceta i rozmawiają jak się okazuje także i o mnie i jak się o moich problemach też! Stopniowo dojrzewam do tej decyzji, wczoraj przepatrzyłam już ogłoszenia, nawet kilka było całkiem interesujących. Coś znajdę na pewno, mam wielką ochotę na samodzielny pokój, tylko nie wiem czy będzie mnie na niego stać. Jakby mi się udało z pracą w Niemczech to bez problemu dałabym sobie radę, gorzej jak to nie wypali... Wtedy będę zmuszona zamieszkać w akademiku,  a ten pomysł podoba mi się tak średnio. Wracają wspomnienia z zeszłego roku, kiedy mieszkałam z Białorusinką, z którą w ogóle nie szło się dogadać. Nie kłóciłyśmy się, ale atmosfera w pokoju była bardzo sztywna, kiedy ona w nim przebywała. Wtedy dość mocno się zraziłam do mieszkania w akademiku. 

Byłam dzisiaj na kawie z Wiewiórką, było bardzo miło i sympatycznie. Brakuje mi jej strasznie na uczelni, naprawdę się bardzo mocno zżyłam przez półtora roku. Poznałam ją rok temu w październiku, chodziłyśmy do jednej grupy na zajęcia, zaliczyłyśmy trochę wspólnych imprez i ogólnie z Wiewiórką ciężko się nudzić :) Poza tym lubię ją za szczerość, potrafi powiedzieć mi wprost co się jej nie podoba w mnie, czego nie akceptuje a nie obgadywać mnie za moimi plecami. Bączek myślę, że tak robi... wyczuwam w niej jakąś nutkę nieszczerości, jest sympatyczna i w sumie to z nią mam najlepszy kontakt w naszej grupie, ale czasami irytuje mnie jej zachowanie. Potrafi zachowywać się egoistycznie i to mnie denerwuje. Ostatnio wyszłam po nią na dworzec, jej autobus przyjechał wcześniej ponieważ nie było korków na mieście, a ja jeszcze nie zdążyłam dojechać na dworzec, umówiłyśmy się przed wejściem gdzie w sumie ona miała dość daleko i tachała te wszystkie manele przez pół galerii, ale sama się zgodziła! Wrzeszczała na mnie przez pięć minut zanim zdołałam jej cokolwiek powiedzieć... Z jednej strony to dobrze że wszystkie pretensje od razu mówi głośno, ale z drugiej strony ja jej wyszłam pomóc a mi się oberwało za to ona przyjechała wcześniej niż powinna.